Niech cię licho, Heinrich

“No, ja się nie chcę wymandrzać…” – zastrzegła wczoraj księgowa pięciogwiazdkowego hotelu w rozmowie z moją Żoną. Jej kolega z innej firmy poproszony przeze mnie o dodatkowe informacje powiedział, że zna je tylko kierownik, a jego chwilowo “nie ma na obiekcie”. To znaczy – w biurze. Szukający mnie telemarketerzy regularnie nie odmieniają mojego nazwiska lub je przekręcają, mimo że czytają z ekranu komputera, który mają przed nosem. “Czy rozmawiam z panem Jerzy yyyy… yyyy… Rządkowski?
Bartek Stolarczyk, mój szkoleniowy partner, wydaje właśnie podręcznik sprzedaży telefonicznej i podsuwamy mu z Agatą co ciekawsze kwiatki jako przykłady do kolejnych książek. Telemarketingu Bartek nauczy, bo to fachowiec, ale na naukę języka polskiego pewnie jest już za późno. Teraz można już tylko mieć pretensję do “pani” od nauczania początkowego. “Żadne studia nie zastąpią gruntownie ukończonej szkoły podstawowej”, mawiał mój Tata, inżynier z duszą humanisty i pasją przyrodnika, a ja się pod tym podpisuję obiema rękami.
Język większości Polaków przypomina więc ściek – i nie chodzi mi tu wcale o dosadne słowa, bo czasem tylko wulgaryzm oddaje rzeczywistość za oknem.
Nagminne przedstawianie się od nazwiska (“Kowalski Jan”). Masakrujące uszy “włanczanie”. Skopiowane z urzędniczej nowomowy “w dniu dzisiejszym” i “w miesiącu lipcu”. Pisanie i mówienie “w cudzysłowiu”. Pseudoelokwentne “w każdym bądź razie” i “bynajmniej” (w błędnym znaczeniu “przynajmniej”, zamiast “ani trochę”). “Tą książkę” zamiast “tę książkę”. “Na magazynie” i co gorsze “na sali (szkolnej)”. Obleśne “przyszłem i poszłem”. Cholera, nawet głupi komputer poprawił mi to przed sekundą na “przyszedłem i poszedłem”. Nawet komputer!
Czasem czuję się jak Adaś Miauczyński z “Dnia świra” – uczą się tego wszyscy w szkole i na kursach i wszystko jak krew w piach, “w càłej Pòlsce, k…!”
Odkąd hitem poradni psychologicznych stało się “zaświadczenie o dysleksji”, całe masy poczuły się zwolnione od jakiejkolwiek umysłowej aktywności i pracy nad sobą. “Pszeprazsam za błendy ale mam dyzlegsje” – pisze co drugi uczestnik forum internetowego, który nie ma żadnej dysleksji, tylko śmierdzące lenistwo. Sprawdzanie pisowni jest przecież dostępne w komputerze po paru kliknięciach. Cóż, sam miałem – jakby to dziś nazwać – “zaświadczenie o dyswuefii”, co wynikało bardziej ze wstrętu do sportu niż z lenistwa. Mam jednak wrażenie, że całe pokolenia Polaków zapadają dziś na dysscholię.
Problem jest bowiem poważniejszy, niż tylko przestrzeganie reguł gramatyki i ortografii. Polska szkoła wypuszcza każdego czerwca kolejne dziesiątki tysięcy ludzi, którzy nie rozumieją prostego tekstu, którzy nie kojarzą faktów, którzy nie potrafią odczytać najprostszych literackich czy historycznych aluzji. Bo i niby jak ma to potrafić ktoś, dla kogo cała literatura to “Gala” i “Fakt”, a obowiązek przeczytania jednej książki do egzaminu jest aktem prześladowania studentów, faszyzmem prawie równym odebraniu zniżki na pociąg podmiejski? Nie czytają więc, a jeśli nawet, to nie rozumieją. Sorki, offcoz “nie rozumią”.
“Nie rozumią” i nie mają motywacji, aby rozumieć. Jeśli wierzyć mediom, przewodnią siłą narodu są “młodzi, wykształceni, z dużych ośrodków”, a oni wszystko robią dobrze z definicji, co nie? Tak naprawdę to tylko “młodzi”. Do “dużego ośrodka” dojeżdżają póki co rannym pociągiem, a wykształcenie to dumny licencjat w Wyższej Szkole Marketingu, Zarządzania, Pedagogiki, Turystyki, Nauk Politycznych i Wszystkiego Najlepszego. Podsłuchałem kiedyś rozmowę dwóch studentek takiej wszechnicy (wiem, to brzydkie, ale mówiły naprawdę głośno). “Jak można za błędy ortograficzne obniżać ocenę z kolokwium?!”. Fakt, skandal. Najpierw trzeba było wychłostać polonistkę z podstawówki i rozstrzelać dyrektora liceum, który podpisał się pod maturą.
Żeby oddać sprawiedliwość, szkolne braki mają często wykładowcy, księża i wysocy funkcjonariusze publiczni, czyli – teoretycznie – elita narodu.
Swego czasu jeden z polityków komentując “spontaniczny” protest pewnej grupy zawodowej zasugerował zewnętrzną inspirację tego protestu. Błąd owego działacza polegał na tym, że uczynił to słowami “inni szatani byli tam czynni”. Cóż to się działo! Połowa jego politycznych rywali poczuła się obrażona porównaniem ich do diabła (jak leciało to przysłowie o nożycach i stole?). Reszta posądzała autora wypowiedzi o szaleństwo przejawiające się wiarą w szatana. Zastanawiająca, nawiasem mówiąc, w katolickim kraju ta niewiara w osobowe zło… Nikt jednak z naszych światłych przedstawicieli – ani opisujących spór dziennikarzy – nie pokumał, że to cytat z “Chorału” Kornela Ujejskiego (“Z dymem pożarów”), jednego z polskich hymnów.
(“A to jest jakiś inny hymn poza Mazurkiem Dąbrowskiego?” – Owszem, i to kilka: uprzedzam zdziwione pytanie szczęśliwych posiadaczy świadectwa maturalnego.)
Kiedyś czytałem o projekcie Heinricha Himmlera z czasów II wojny światowej. Szef SS marzył o przekształceniu Polaków w lud niewolników, a służyć miały temu zmiany w szkolnictwie. Polak miał tylko umieć się podpisać, liczyć do 500 i oduczyć własnego myślenia. Polacy mieli więc posłusznie słuchać tego, co im władza przez uliczne szczekaczki do wierzenia podaje i umieć skrobnąć swoje nazwisko pod czymś, czego nie rozumieją (nie tylko z powodu drobnego druku).
Tak więc na dzień dzisiejszy nie chcę się wymandrzać, ale w takim bądź razie Kowalskie Jany nie umią w życiu zastosować tego, co się na sali szkolnej jako Jasie uczyły. Tą obserwację mam bynajmniej cały czas, włanczając w to miesiąc styczeń dwutysięcznego jedenastego roku.
Niech cię licho, Heinrich. Wykrakałeś.

← Previous post

Next post →

1 Comment

  1. wlodson

    Czyżbyś ostatnio oglądał profesora Miodka? Ja szczęśliwie załapałem się na "większą połowę" jego programu, z rozrzewnieniem wspominając czasy, kiedy była to jedna z lepszych pozycji w telewizji. Tymczasem cofam się do tyłu, do swojego szeregu i zastanawiając nad targetami, które z resztą sam sobie muszę w pracy wyznaczyć.
    Pazdralwiaju!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *