Dwudziestolecie matury. Nasza klasa była matematyczno-fizyczna, więc nie da się pominąć matematycznego faktu, że od matury do dwudziestolecia czekaliśmy ponad pół życia.

Jasne, młodzieńczość nie jest kwestią metryki, ale przez ten czas świat zauważalnie się zmienił. Gdy zdawaliśmy maturę, nie było komórek, nikt nie miał bloga ani konta na facebooku… Co ja piszę, nie było w Polsce Internetu! Telefon czekał w domu, przypięty kablem do ściany, a do robienia zdjęć służył aparat fotograficzny (z kliszą na 36 zdjęć). Opisując to czuję się, jak archeolog…

Trochę obawiałem się tego spotkania, tyle się zmieniło… Na szczęście nie wszystko. Koleżanki równie atrakcyjne (czy mi się wydaje, czy nawet jeszcze wypiękniały?), to samo poczucie humoru kolegów. Ze zmian: dzieci, żony, mężowie (czasem już ex), firmy, stanowiska, choć bywa, że i cukrzyca. Typowy zestaw startowy wieku średniego.

Nasza Wychowawczyni pamiętała wszystkich, z imionami włącznie, a przecież od czasu naszego ostatniego spotkania szkoła wypuściła – lekko licząc – ponad dwa tysiące absolwentów. To też coś znaczy.

Chodziliśmy do liceum w ciekawych czasach. Dla Chińczyków życie w ciekawych czasach to przekleństwo, ale czy mają rację?

Pierwsza klasa – jeszcze za komuny, choć schyłkowej. Rozpaczliwie nieśmiałe zebranie werbunkowe do ZSMP i przysposobienie obronne z prawdziwym “trepem”. “Obywatelu majorze…” – tak musiałem meldować na PO jako ówczesny gospodarz klasy, choć major – cytuję – “wolałby zwrot towarzyszu, ale nie jesteśmy jeszcze członkami partii”. A potem…

Mur berliński runął na naszych oczach, a właściwie na naszych lekcjach niemieckiego, bo “Frau Helga” zamiast czytanek o DDR dawała nam najświeższe artykuły z niemieckiej prasy. “Panie profesorze, głosuje pan na Wałęsę czy na Tymińskiego?” – i już lekcja z głowy, bo dyskusja trwa w najlepsze! Na temat zjednoczenia Europy starłem się ze studniówkową partnerką najlepszego kumpla – po 20 latach uważam, że miałem rację (ona pewnie też, choć kto wie?). “W nieszczęściu człowiek swojej wielkości dowodzi, a wielkość się narodów z wielkich ludzi rodzi” (Woronicz) – czy mógłby być lepszy temat pracy maturalnej wieńczącej takie cztery lata? Nawet papiery na uczelnię zawoziłem po nocy nieprzespanej przed telewizorem, bo właśnie obalano rząd Olszewskiego…

I jak tu narzekać na ciekawe czasy?

Nawet w oglądanych filmach było widać ten przeskok. W pierwszej klasie wymienialiśmy się jeszcze wrażeniami na temat “Zmienników”, ledwie już draśniętych przez cenzurę, ale odleżanych na półce. Potem od razu “Labirynt” o młodym polskim kapitalizmie, a właściwie o jego pozorach. Nikt nawet nie przewidywał dzisiejszych telenowel o infantylnych trzydziestolatkach, płaskich jak płyta DVD.

Te cztery lata to najlepszy czas mojej formalnej edukacji – zawdzięczam to szkole, ale i – a może przede wszystkim – ludziom, z którymi ten czas spędziłem. Mojej IVa.

Oczywiście nie zezgredziałem na tyle, by opowiadać legendę o klasie prymusów, chlubie “Chrobrego”. Dukaliśmy przy tablicy, robiliśmy byki w klasówkach, migaliśmy się od prac domowych. Zrywaliśmy się z lekcji. A jednak wynieśliśmy ze szkoły – modne określenie – “kod kulturowy”, który przez wieki odróżniał ludzi myślących od barbarzyńców. To właśnie on pozwala rozumieć myśli ludzi z minionych epok, umożliwia łapanie dyskretnych nawiązań do historii, do literatury, do polityki. To on pozwala wyrabiać własne zdanie zamiast recytować paski z programów informacyjnych. Czasy się zmieniają, technologie się zmieniają, on pozostaje.

Można żyć bez kodu kulturowego. Aby jeść, przeżuwać, wydalać i spać (plus parę innych fizjologicznych czynności) nie trzeba za dużo wiedzieć ani samodzielnie myśleć. Instynkt i ruchy perystaltyczne zrobią to za nas naprawdę sprawnie. Ale czy wystarczą?

Jakie wspomnienia z lat szkolnych przechowają dzisiejsi licealiści? Chronieni od wkuwania faktów, ale i od samodzielnego oceniania i wnioskowania. Sformatowani pod testy. Ze słuchawkami w uszach i kciukami na iPhonie, fejsbukujący z koleżanką siedzącą obok.  Czy poza powierzchownymi kontaktami zbudują i przeżyją także trwałe relacje? Czy odziedziczą kulturowy kod – umysłowe DNA?

Jacy będą po 20 latach od swojej matury?