Artykuł był taki sobie: jakaś straszna historia o zmarłych w tajemniczych okolicznościach alpinistach. Trudno powiedzieć, czy to prawda, czy miejska (a raczej górska) legenda. Wklejający ją na główną stronę copywriter znanego portalu postanowił podkręcić “klikalność” i opatrzył nagłówkiem: “Przerażające! Nie czytaj po zmroku!”. Nagłówek dostrzegłem dopiero po przeczytaniu całości (!) – bo ja wiem, czy był słuszny… Ciekawszy był jednak jeden z komentarzy pod tekstem. Autor wpisu albo był wkurzony, albo nie umiał się posługiwać klawiaturą, bo machnął całość z włączonym CapsLockiem: “NIE BĘDZIESZ MI ROZKAZYWAŁ POCZEKAM DO WIECZORA I DOPIERO WTEDY PRZECZYTAM!!!”

Fascynujące. Facet kliknął artykuł, wpisał się w komentarzach, po czym… zrobił dokładnie to, do czego chciał go nakłonić copywriter, czyli przeczytał! W dodatku, jeśli pisał prawdę, czekał kilka godzin na spełnienie swojej “pogróżki”, czyli umieścił lekturę jakiejś tekściny klasy B w swoim dziennym grafiku!

Każdy z nas od czasu do czasu ulega manipulacji (nie mylić z wywieraniem wpływu jako takim!), ale są dwie grupy podatne na manipulację w stopniu nieprzeciętnym.

Pierwsza, to ci którzy sami chcą manipulować. Są tak przekonani o swojej odporności w tym zakresie, że dadzą sobie wcisnąć wszystko. Obejrzyj dokument Marcela Łozińskiego “Jak to się robi” i prześledź ewolucję głównego bohatera. Student Darek idzie na “kurs polityków” deklarując, że jego celem jest władza i popularność i zrobi dla nich wszystko, nawet gdyby miał iść po trupach i manipulować innymi. Kończy jako marionetka przepychana przez autora eksperymentu po różnych partiach, za każdym razem szczerze przekonany, że jest to jego własny wybór, płynący z niezmiennych (!) poglądów.

To przykład drastyczny i indywidualny, ale co powiedzieć o tzw. lemingach, spopularyzowanych przez niedawny głośny tekst w “Uważam Rze”? Lwia część uczestników “kursów manipulacji”, “treningów uwodzenia”, pracowników firm oszukujących klientów bez litości to przecież ci sami ludzie, którzy dają sobie wcisnąć każdy medialny kit… Kolorowe paski w telewizji budują ich wiedzę o świecie, a reklamy w kolorowych czasopismach mają bezpośrednie przełożenie na ich zakupy i styl życia. Tzw. tygodniki opiniotwórcze (przerażająca nazwa, nawiasem pisząc) mówią im, co myśleć. Zachowanie większości decyduje nawet o tym, co uważają za dobre, a co za złe.

Druga kategoria ludzi szczególnie podatnych na manipulację to ci, którzy wietrzą ją wszędzie. Nie skorzystają z nietypowej oferty, bo to na pewno oszustwo. Szkolenie (inne niż nudny wykład)? Trener na pewno podprogowo wyciągnie z nich PIN do karty. Dodatkowa praca, nie na etacie? Na pewno piramida finansowa. Spotkanie religijne? Sekta! W skrajnym wypadku może to być niekorzystanie z Internetu: przecież każdy mail i wpis na Facebooku  trafia od razu na biurko szefa CIA, nie wiedziałeś?

Paradoksalnie, ostrożność ich wcale nie chroni. Takie osoby też są podatne na kit, ale inny. Spiskowe teorie, lęk przed zmianami (także tymi na lepsze): oto treść manipulacyjnego przekazu, który “ostrożniacy” łykają bez zastanowienia.

Myślę, że najmniej podatna na manipulację jest grupa trzecia: ludzie którzy są świadomi istnienia narzędzi wywierania wpływu, ale nie demonizują ich. Ci, którzy odróżniają perswazję od manipulacji łatwiej odróżnią korzystną (choć nietypową) ofertę od bezczelnego oszustwa. Czasem zaryzykują, ale dzięki temu skorzystają z szans trafiających się tylko raz w życiu.

Wracając do naszego anonimowego autora wpisu z CapsLockiem: jak myślisz, do której grupy należy?