Zmierzch styropianowych idoli

(Podejrzewam, że temat tego felietonu – harcerstwo – zainteresuje nielicznych. Jeśli jednak nie jesteś harcerzem, potraktuj ten tekst jako kejs z zakresu zarządzania i edukacji. Trudniejsze terminy oznaczyłem gwiazdką* i wyjaśniłem pod tekstem.)
Harcerstwo to było moje dzieciństwo. Jedno z moich pierwszych – zamglonych – wspomnień kilkulatka to zbiórka rady szczepu* prowadzona przez mojego Tatę, też zapalonego harcerza. Pod wpływem tej organizacji upłynęło całe moje dorastanie, studia, wreszcie pierwsza praca zawodowa (zakończona przeze mnie trzaśnięciem drzwiami, o czym dalej). Ludzie którzy wywarli na mnie największy edukacyjny wpływ to w znacznej mierze instruktorzy harcerscy.
Po co ten wstęp?

“Twarde zasady rynkowe nie były dla nas łaskawe” – piszą we wspólnym liście Przewodniczący i Naczelniczka ZHP, informując o nałożeniu na wszystkich pełnoletnich instruktorów* tej organizacji jednorazowej dodatkowej składki, 80 złotych od osoby, na pokrycie kilkunastoletnich długów ZHP. Fora internetowe huczą, obciążeni składką instruktorzy protestują. Składka i dług to jednak wewnętrzne sprawy tego stowarzyszenia i nie o nich chcę tu napisać. Gorzej, gdy czytam komentarze w mediach. “Harcerze toną”. “Ostatnia zbiórka harcerzy”. “Czy harcerstwo upadnie?”.
Nawet jeśli podzielić te sensacyjne tytuły przez 10, to coś się dzieje. Coś się na naszych oczach kończy, i to wcale nie z powodów finansowych.
Czy harcerstwo upadnie, jak piszą szukający sensacji dziennikarze? Nie. Po pierwsze harcerstwo to nie tylko ZHP, po drugie ZHP to nie tylko centrala. Organizacja w ciągu 12 lat zmniejszyła się o 75% – z tego co zostało, część to całkiem przyzwoite drużyny i szczepy. Upadnie co najwyżej byt prawny, stowarzyszenie które – znów cytując list jego władz – “nie było przygotowane na rynkową rzeczywistość”.
Fakt, my Polacy – jak to zwykle – pomajstrowaliśmy przy genialnym wynalazku Baden-Powella*, tworząc z radosnego skautingu trochę mniej radosne harcerstwo. Fakt, harcerstwo (nie tylko ZHP) było nieprzygotowane nie tylko na rynkową rzeczywistość, ale w ogóle na zmiany cywilizacyjne. Fakt, nadal zostaje świetna metodycznie, choć malutka i przeznaczona tylko dla katolików organizacja “Zawisza FSE”. Zostaje też ZHR, który kilka lat temu wreszcie zaczął budować swój wizerunek nie na negacji “tego czerwonego zethapu”, ale na swoich własnych wartościach. Ale i tak szkoda.
Już widzę te apele: “ratujcie harcerstwo, to dobro narodowe”. Naród już od dawna harcerstwo miał gdzieś, na własne życzenie tego ostatniego. Wizja Małego Powstańca co to z butelką benzyny atakował niemieckie czołgi jest może wzruszająca, ale trudno nią utrzymać entuzjazm narodu przez ponad pół wieku. Obozy harcerskie też przestały być atrakcyjną propozycją – i dla młodzieży (skoro wygodniej jest zjadać chipsy przy komputerze), i dla rodziców (ani nie są aż tak tanie, ani nie uczą samodzielności – z HACCP-em  zamiast kuchni polowej i toi-toiem zamiast latryny).
Gdy zaczynałem swój krótki epizod pracy w Głównej Kwaterze ZHP*, akurat w Polsce zaczynał rządzić AWS, który zakręcił kurki z państwowymi dotacjami dla ZHP. Nie było takiej obelgi, jakiej nie rzuciliby prominentni funkcjonariusze mojej organizacji na ówczesny rząd (choć jednocześnie umizgiwali się do nowych ministrów do granic obrzydzenia). Nagle okazało się, że największa “pozarządowa” organizacja w kraju nie może istnieć bez rządowych pieniędzy.
Czy te pieniądze docierały do drużyny harcerskiej w Augustowie albo czy ułatwiały organizację zbiórek zuchów w Lęborku? Spuśćmy zasłonę miłosierdzia, jak napisał Mark Twain, na to co się z nimi działo. Ani nie interesuje to czytelników tego felietonu, w większości nieharcerzy, ani nie ma w tej chwili znaczenia.
Ważniejsze jest to, co może być kejsem do podręczników zarządzania dla sektora NGO. A kejs jest boleśnie prosty: centrala oderwała się od tego, co było istotą działalności statutowej (a co działo się na tzw. dole, w drużynach) i całkowicie pogubiła się ideowo.
Liderzy ZHP przeoczyli moment, w którym organizacja przestała być masową organizacją dzieci i młodzieży PRL, przyjmującą w Sali Kongresowej 3-milionowego członka. Przeoczyli moment, w którym harcerstwo przestało być jedyną propozycją dla młodego człowieka. Zaczęli dryfować – od Wysp Złudzeń-Że-Da-Się-Utrzymać-Stare aż do Archipelagu Unowocześnimy-Się-Na-Gwałt-To-Nam-Uwierzą. ZHP niemal na każdym swoim zjeździe po 1989 roku majstrował przy części ideowej swojego statutu.
Pogubili się harcerze na górze. “Będziemy apolityczni” – ale jednocześnie będziemy nadskakiwać każdej kolejnej władzy i każdej aktualnie modnej ideologii (oczywiście pod pozorem “propaństwowości”). “Będziemy otwarci dla wszystkich” (“nie jak ten wstrętny ZHR”) – ale zabiegając o szczególną przychylność Kościoła Katolickiego, daleko poza granice hipokryzji. Tu muszę się ugryźć w palce, by nie napisać więcej, bo w czasie epizodu na harcerskiej górze sprawy religijne miałem w swoim zakresie obowiązków. I to one – między innymi – zdecydowały o mojej rezygnacji z funkcji. Pewnych rzeczy znosić się długo nie da.
Pogubili się też harcerze na dole. Z internetowej listy dyskusyjnej ZHP odszedłem mniej-więcej między wątkiem o obozie harcerskim w stylu astrologicznym (tarot, te sprawy), a wątkiem o tym, że instruktor-homoseksualista to nic złego. No nie dałem rady. “Gdy nie wiesz dokąd chcesz dojść, obojętne którą drogą pójdziesz” – usłyszała Alicja w Krainie Czarów. To hasło powinno wisieć na stronach internetowych ZHP zamiast kompletnie nieprawdziwego sloganu “Tradycyjne wartości, nowoczesny program”.
Za młody pewnie jestem, by mówić “a nie mówiłem”, ale to aż się ciśnie na usta. Gdy 12 lat temu działałem w ZHP (wówczas czterystutysięcznym), żartowałem że oficjalny program władz tej organizacji nosi tytuł “ZHP 100.000”. Dziś ZHP ma – podobno – 120 tysięcy członków. Jak na organizację elitarną – wciąż za dużo. Jak na masową, cóż… Szybko poszło, nie? Szybciej niż myślałem.
Nie, to nie żadna Schadenfreude z mojej strony. Harcerstwo to moje dzieciństwo, dorastanie i początek dorosłości, harcerstwu mój Tata poświęcił swoje życie. Jest mi po ludzku przykro, kiedy na moich oczach duża część tego ruchu traci resztki swojego społecznego zaufania. I czuję po ludzku wściekłość na tych, którzy do tego doprowadzili.
W zeszłym roku ZHP też miał pierwsze strony gazet, przy okazji obchodów stulecia harcerstwa. W Krakowie uroczyście odsłonięto pomnik twórcy polskiego skautingu, Andrzeja Małkowskiego. Trzeba go było zaraz schować do bramy, bo oprócz tego że był brzydki jak noc, to okazał się pomalowaną kupą styropianu…
Znikają styropianowi idole udający spiż. Co zamiast nich?
***
Bardzo uproszczone wyjaśnienia dla nieharcerzy:
Skauting – ruch założony w początkach XX wieku przez brytyjskiego generała Roberta Baden-Powella mający na celu wychowanie samodzielnego i honorowego człowieka przez zajęcia na świeżym powietrzu, współpracę w małych grupach i współzawodnictwo.
Harcerstwo – polska wersja skautingu (silniejsze są w niej wątki patriotyczne i paramilitarne).
Szczep – kilka drużyn harcerskich (drużyna z kolei to około 15-20 osób, kiedyś 20-30).
Instruktor – wychowawca-wolontariusz w organizacji harcerskiej (od 16 roku życia wzwyż).
Główna Kwatera ZHP – centrala organizacji, kierowana przez Naczelnika (obecnie Naczelniczkę).

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. Jako (coraz mniej aktywny) instruktor ZHP, czuję się trochę wywołany do tablicy Jerzy 🙂

    Media, wieszcząc "koniec harcerstwa" trochę przesadzają. "Koniec złudzeń Głównej Kwatery ZHP", "Koniec bezsensownych, przerośniętych struktur biurokratycznych ZHP", "Nieefektywny system piramidy finansowej w ZHP", czy też "Koniec nieprofesjonalnego zarządzania kilku(dziesięcio)tysięczną organizacją" lub w wersji a'la 'Fakt': "Główna Kwatera (l.101): Cholera, właśnie przez przypadek zauważyliśmy, że mamy jakieś tajemnicze długi, które narastały nam od wielu lat! Czyżby nadszedł czas redukcji etatów i obcięcia wynagrodzeń?" byłyby tu bardziej adekwatne… Jakoś tak się składa, że w wielu miejscach na mapie Polski, na tzw. "dole" tejże struktury, z którą "góra" już dawno straciła kontakt i utrzymuje go wyłącznie na poziomie rosnącej z miesiąca na miesiąc kwito-raportologii, wymyślania coraz to nowych "udogodnień" i odbierania honorów na ogólnozwiązkowych imprezach, harcerstwo ma się nadal całkiem nieźle (mimo niezbyt trudnego do zauważenia spadku liczebnego i braku szerszego zainteresowania młodzieży ofertą ZHP).

    Ale z moich obserwacji wynika, że ma się ono dobrze wyłącznie tam, gdzie hufcem (wciąż śmiem twierdzić, że już chorągiew, jako szczebel struktury jest zbędnym, pasożytniczym i stale utrudniającym pracę 'ciałem' – pierwszy z brzegu przykład: pobieranie comiesięcznych opłat za księgowość każdego hufca, którą samodzielnie w całości prowadzi tenże hufiec i przesyła do niej już w pełni opracowaną…)zarządza dobry, energiczny komendant-manager, który potrafi dobrać sprawny zespół, a następnie nie boi się wyjść naprzeciw owym, "strasznym" regułom rynku, składa oferty, wygrywa konkursy na różne projekty lokalne i ponadlokalne, potrafi pozyskać sponsorów i partnerów, a przy tym realizuje program atrakcyjny dla dzieciaków. Żeby nie szukać daleko, w samej Chorągwi Łódzkiej znam co najmniej dwa takie hufce…

    Także sądzę, że mimo wszystko harcerstwo przetrwa… Na "dole"… Na poziomie szczepów, czy hufców. Być może ulegnie solidnym przekształceniom strukturalnym (federacja? konfederacja hufców?) – czasem i takie katharsis jest przydatne…

    W każdym razie – kończąc mój przydługi komentarz (nie wiem, czy on przejdzie, niektóre blogi ograniczają z "automatu" ilość znaków w postach 😉 ) – dla uczestnika "dołu" struktur sprawa przedstawia się od wielu lat następująco: "Nie pytaj, co Główna Kwatera może zrobić dla Ciebie – spytaj, czy mogłaby tego nie robić" i zaprawdę obawiam się, że ciężko będzie liczyć na nagły przypływ zrozumienia i jakąś szczególną solidarność ze strony instruktorów w tej kwestii. Czy to dobrze, czy źle – nie wiem – wiem, że ktoś zdecydowanie zapracował sobie na taki stan rzeczy.

    Pozdrawiam,
    Piotrek Miller

  2. Anonymous

    Zgadzam się z Piotrem. Dodam tylko jako mniej aktywny instruktor, że jakbyśmy byli elitą i jednością Związku, władze zaprosiłby nas do dyskusji i wspólnego ułożenia planu naprawczego….

    Wierzę w ideały, wierzę w ludzi, którzy je wcielają w życie i czyn a nie na papierze. Nasze ideały są uniwersalne i ponadczasowe. Ponad polityką i ludźmi… przetrwamy tam gdzie liczy się zbiórka, przyjaźń i braterstwo – głównie na dole.

    W harcerstwie nauczyłam się wielu rzeczy, jako Wędrownik wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych… a to pomaga mi w życiu zawodowym:) I za to jestem wdzięczna…

    A media szukają sensacji. Dla nich newsem jest zła informacja zazwyczaj. Szkoda, że trudno nam było się przebić z informacją jak udało nam się coś dobrego. Przecież tyle dobrych rzeczy zrobiliśmy …. tyle dobrych ludzi "wyszło" z naszych szeregów….

    pzdr.
    Anna Jadachowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *