Zamiast jajek i zająca

Popatrz w niebo (jeśli czytasz to wieczorem), właśnie mamy pełnię księżyca. Gdy upływ czasu mierzono położeniem słońca i księżyca, ta pierwsza wiosenna pełnia była szczególna.

Taką samą pełnię widzieli przebywający tysiące lat temu w Egipcie Izraelici. Zgodnie z tym, co przekazał im Mojżesz, pierwsza wiosenna pełnia miała być zakończeniem ich ponaddwuwiekowego pobytu poza ojczyzną, w tym prawie 100-letniej niewoli. Na pamiątkę tego wydarzenia do dziś Żydzi obchodzą Paschę i Święto Przaśników. Ponieważ właśnie w dniach tego święta Jezus Chrystus został uwięziony i stracony, do Paschy nawiązuje też Wielkanoc.

W jaki sposób Żydzi znaleźli się w Egipcie? Prozaicznie – przybyli tam “za chlebem”. Mówiąc dzisiejszym językiem, ich praprzodek Józef w czasie kryzysu załatwił tam pracę swoim braciom. Osiedlili się w delcie Nilu, a potem rozmnożyli tworząc wielosettysięczną społeczność.

Zmieniły się jednak warunki. Nowy władca uczynił z tych wolnych ludzi niewolników. Możemy dziś zapytać – dlaczego od razu nie wzięli nóg za pas i nie wrócili do starej ojczyzny? Przecież nowe porządki nie nastały z dnia na dzień. Dlaczego od razu nie poszukali wolności, choćby i w ościennych krajach? Faraon miał silną armię, ale nie miał systemu PESEL, ani nawet spisu powszechnego w którym byłaby jakaś “narodowość izraelska” będąca “zakamuflowaną opcją antyegipską”. Nawet w XX wieku zza żelaznej kurtyny, chronionej zasiekami, radarami i armią konfidentów ludzie uciekali “na Zachód”, więc nie przekraczało to chyba możliwości Hebrajczyków w starożytnym Egipcie.

Jakkolwiek to nie wyglądało, faraon w końcu wzmocnił straże i zielona wyspa na morzu kryzysu stała się więzieniem. Dopiero po latach Żydzi doczekali się Mojżesza, który w imieniu Boga przekazał swoim rodakom wiadomość o możliwości opuszczenia kraju niewoli. Po długich negocjacjach z faraonem pojawiła się nadzieja. Ostatnim wspólnym posiłkiem w niewoli miała być wieczerza paschalna.

Wyobraź to sobie. Wszyscy Hebrajczycy odprawiają nowy, nieznany obrzęd przekazany przez Mojżesza – ich rodaka, a zarazem byłego egipskiego księcia. Przy wiosennej pełni księżyca zbierają się rodzinami i w pośpiechu zjadają pieczonego baranka lub koziołka z macą i gorzkimi ziołami, a zebraną z zabijanego zwierzęcia krwią mażą framugi swoich domów. Wspólny posiłek integruje, ale to tylko rytuał. Sam z siebie nie daje wolności.

Teraz zaczyna się prawdziwy wybór. Trzeba zebrać swój dobytek i ruszyć w nieznane. Trzeba bezpowrotnie zrezygnować z nadziei, że w tym znanym systemie rzeczy “kiedyś będzie lepiej”, że kiedyś faraon zmieni politykę, albo że przyjdzie nowy i znów będzie jak za starych dobrych czasów. Dodatkowo trzeba spalić za sobą mosty – pożyczyć co się da kosztownego od swoich egipskich sąsiadów i wyemigrować bez zamiaru oddania długu.

Biblia donosi, że Hebrajczycy wcale nie byli konsekwentni w swym wyborze. Kiedy wszystko szło jak trzeba, śpiewali i tańczyli, ale gdy tylko pojawiały się niewygody, zaczynało się wzdychanie za niewolą. “Tam przynajmniej mieliśmy garnki pełne mięsa.” “Lepiej było pozostać w niewoli u Egipcjan.” “Po coś nas tu wyprowadzał?”

Fakt, w niewoli było znacznie łatwiej. Ktoś decydował co człowiek ma robić i w co wierzyć. Ktoś decydował, jak się ubierać i co jeść. Ktoś dbał o to, żeby w ogóle było co jeść. Ktoś wyznaczał miesięczną, tygodniową albo dzienną ilość pracy i wynagrodzenie za nią. Czy praca była sensowna, czy w ogóle była coś warta, czy nadzorcy ktoś za nią zapłaci – niewolnika to nie interesowało. “Ja tu tylko przenoszę kamienie – o, z tego miejsca w tamto”. Można było sobie pożartować z nadzorcy, a nawet go nienawidzić, ale tylko po pracy i we własnym gronie. W oczy nikt mu tego nie powiedział.

Minęło półtora tysiąca lat z małym haczykiem i świątecznego baranka z gorzkimi ziołami jadł w wieczór przed aresztowaniem Jezus z apostołami. Minęły kolejne niecałe dwa tysiące i patrzymy na taką samą wiosenną pełnię.

Czasy się zmieniają, technologia się rozwinęła, ale księżyc jest ten sam i ludzka mentalność też niewiele się zmieniła. Tłum radośnie wychodził z Egiptu i ten sam tłum “szemrał”, jak określa to Biblia, z powodu niewygód na wolności. Tłum witał Jezusa w Jerozolimie i ten sam tłum cztery dni później demonstrował na rzecz jego stracenia. Wydarzenia “niedziela palmowa” i “powieszenie Jezusa” miałyby tyle samo lajków na ówczesnym Facebooku. Tyle samo “Lubię to!” uzyskałyby “Pascha” i “Przejadła mi się manna”.

Zjedzenie świątecznego posiłku z sąsiadami i krewnymi było przyjemne i proste, zwłaszcza że tej samej nocy pierworodni Egipcjanie – niezabezpieczeni znakiem krwi na drzwiach – mieli ponieść śmierć. Wybór “iść  czy nie iść” był już trudniejszy. Bóg dał Izraelitom sygnał do wyjścia, ale wyjść musieli już sami.

Ciekaw jestem, co sami byśmy wybrali w tej sytuacji, nie znając przyszłości.

Choć wędrówka przez pustynię była trudna i momentami niebezpieczna, choć podróżnicy nie ustrzegli się błędów, w końcu dotarli do Ziemi Obiecanej. Jej piękno i dostatek przekroczyły oczekiwania. Hebrajczycy musieli zmienić wiele w swoim życiu, z niewolników stać się samodzielnie myślącymi wolnymi ludźmi. Zamiast z obawy przed batem słuchać rozkazów nadzorców i faraona, nienawidząc ich a zarazem czcząc ich bożków, mieli zacząć świadomie słuchać przykazań jedynego Boga.

Co jest twoim Egiptem? Co cię ogranicza i niszczy, ale mimo wszystko w tym trwasz? Za czym zatęskniłbyś, choć to chore? Nałóg? Praca której nienawidzisz? Manipulujące tobą media? Towarzystwo, któremu chcesz zaimponować? Związek, który nie ma przyszłości? Religia która jest dla ciebie tylko pustym rytuałem i “wiarą ojców”, a nie twoim światopoglądem? Coś, co nie ma dla ciebie znaczenia ale “wszyscy tak robią”, więc i ty też?

Co jest twoim Egiptem? I na co jeszcze czekasz, żeby z niego wyjść?

← Previous post

Next post →

1 Comment

  1. Anonymous

    A jeśli to naturalny proces…,niestety

    "Wchodźcie przez ciasną bramę; gdyż szeroka i przestronna jest droga prowadząca do zagłady i wielu jest tych, którzy nią wchodzą, natomiast ciasna jest brama i wąska droga prowadząca do życia i nie wielu jest tych, którzy ją znajdują."

    * Źródło: Mt 7:13,14

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *