Miluś i Cyngiel (studium przypadku)

Okazuje się, że model dobrego i złego gliny może skruszyć nie tylko gangstera, ale i całkiem niewinnego klienta. Czy ty też dałeś się kiedyś nabrać na manipulację metodą “Miluś i Cyngiel”?

Miluś i Cyngiel w jednym stali domu… to znaczy, w jednej firmie. Z niepokojącą regularnością obserwuję model prowadzenia biznesu przez duet. Nie chodzi tu, zastrzegam, o całkiem normalny i uczciwy układ, w którym wizjonerowi z głową w chmurach towarzyszy poukładany i realistycznie myślący menedżer. Jeden tworzy wtedy pomysły, drugi podpisuje przelewy. Nie, Miluś i Cyngiel działają inaczej. Mówiąc krótko – manipulują. Spotkałem na swej zawodowej drodze tak wiele podobnych Milusi i Cyngli, że postanowiłem opisać dla ciebie ten model. Kto wie, może też go znasz?

“Będzie pan zadowolony”

Miluś obieca ci wszystko. Jest miły, serdeczny, czasem rubaszny a czasem patetyczny, ale zawsze się z tobą zgadza. Brat-łata, co to muchy by nie skrzywdził. Gdyby zapytać ludzi kontaktujących się z Milusiem o pierwsze skojarzenia, odpowiedzi będą się powtarzać. Charyzmatyczny, wizjoner, czarująca osoba. Może troszkę pogubiony i niezorganizowany, ale czegóż wymagać od geniusza. On do wyższych dzieł jest powołany. Jednocześnie Miluś nakłamie ci w żywe oczy z taką gracją i zdecydowaniem, że zwątpisz we własny intelekt.

Cytując mojego kolegę Adama – to taki człowiek, z którym konie można kraść… ale gdy was złapią, to ani się obejrzysz, jak przez kraty zobaczysz że Miluś “stoi na wieżyczce i jara szlugi ze strażnikami”.
Ten komentarz pochodzi sprzed kilkunastu lat i dotyczy jednego z pierwszych Milusiów, jakich spotkałem na swojej drodze, ale jak ulał pasuje do wszystkich następnych.

Cyngiel, jak sama nazwa wskazuje, to człowiek Milusia od brudnej roboty. To on przekazuje złe wiadomości. Jakie? Na przykład to, że tego wszystkiego co Miluś naobiecywał po prostu nie będzie. Cyngiel robi to bez żalu i przeprosin. Może być i tak, że Cyngiel bez mrugnięcia okiem postraszy cię prawnikiem albo chłopakami z bejzbolem, jeśli to ty miałeś coś dla Milusia zrobić. Wyprany z empatii, z rezerwą wobec ludzi (a czasem sprawia wrażenie, że i z obrzydzeniem).

Mowa ciała? Milusiowi rozkładają się przyjaźnie ręce na sam twój widok, już z daleka powita cię promiennym uśmiechem oraz głośnym i przeciągłym “czeeeeść!”. Może i przytuli “na misia”?
Cyngiel z kolei ma taki wyraz twarzy, jakby obracał w ustach przekleństwa, albo z ciebie kpił. W istocie, on naprawdę kpi, nawet nieświadomie. Jak tu nie kpić z kogoś, kto daje się nabrać na tak proste metody manipulacji?

Zasłona milczenia (z dobrze zaplanowaną dziurką)

W większości znanych mi tandemów “Miluś i Cyngiel” obaj partnerzy mają niejasną przeszłość, pełną zagadek. Z niejednego pieca chleb jedli, różne dziwne rzeczy robili w życiu. Ich poprzednie biznesy czy zajęcia spowija aura tajemnicy, pojawia się też wątek nagłej życiowej zmiany. Prawie zawsze występuje jakiś element duchowy (chrześcijański, buddyjski, okultystyczny – bardzo różnie). O Milusiu wiadomo trochę więcej, prywatność Cyngla pozostaje w większym cieniu. We wszystkich wersjach biografii Milusia, krążących wśród wyznawców, dziwnym trafem występują te same luki, a te same detale są uwypuklone. Zupełnie, jakby pochodziły spod jednej ręki…

Napisałem “wyznawców”? Tak, bo jako charyzmatyczna osoba Miluś nigdy nie jest obojętny ludziom. Albo go kochają, w skrajnym wypadku tworząc coś w rodzaju sekty, albo go nienawidzą. Niezależnie od tego, czym się Miluś z Cynglem zajmują, budują wokół siebie (lub samego Milusia) krąg emocjonalnie zaangażowanych zwolenników. Nie ma tu znaczenia, czy jest to klasyczny biznes, czy działalność non-profit (choć w tym ostatnim wypadku konto Milusia notuje raczej “big profit”).

Biznes milusiowo-cynglowy przeważnie się kręci bez zgrzytów, kolejni jelenie dostarczają zamówień lub datków, ale czasem zdarza się wpadka. Pożar gasi wtedy zwykle Miluś, bo jest czarujący nie tylko w rozmowach 1/1, ale i na spotkaniach grupowych, a nawet w mediach. Tylko w jednym znanym mi wypadku Cyngiel tłumaczył się w telewizji ze spektakularnej (choć dobrze zaplanowanej) plajty, podczas gdy mózg przedsięwzięcia – Miluś – był już w ciepłych krajach. Cyngiel odrobił tę lekcję na tyle dobrze, że w kolejnym biznesie pełni rolę Milusia…

Jeckyll i Hyde w biznesie

Ważnym elementem modelu “Miluś i Cyngiel” jest struktura komunikacji. Partnerzy dopracowali ją do perfekcji, jak dobry i zły glina (przy czym na początku obaj są dobrzy). Na początku obaj kontaktują się z tobą w kluczowych kwestiach osobno, oczywiście mając wtedy wszelkie jednoosobowe pełnomocnictwa. To ważne, bo potem w razie problemów momentalnie następuje rozkład odpowiedzialności. “Co?! To ze mną pan uzgadniał? Ze wspólnikiem? Aaaa, to proszę rozmawiać z nim”…

Gdy rozmawiasz z Cynglem, ostateczną decyzję musi podjąć Miluś. Gdy rozmawiasz z Milusiem – sorry, ale wszystkie uzgodnienia to proszę z Cynglem. Nadal nie wychodzą przy tym ze swoich ról. Miluś ciągle jest czarujący, zgodny, przyjazny i odsyłając cię do Cyngla sprawia wrażenie, że właściwie wszystko jest już klepnięte. Cyngiel natomiast “pierwsze słyszy” o ustaleniach z Milusiem, nie wie o czym mówisz, sugeruje że pewnie coś źle zrozumiałeś i żebyś spadał. Zaskoczony wracasz do Milusia, a tam uśmiech, misio, pełna zgoda i plany na wspólną świetlaną przyszłość. Twoje wątpliwości pryskają jak bańka mydlana, bo przecież tak wspaniały człowiek jak Miluś by cię nie oszukał, prawda?

Antypatyczny Cyngiel różni się od sympatycznego Milusia tak bardzo, że pytasz sam siebie: jak to możliwe, że oni ze sobą wytrzymują? Co ten cham robi przy tak ujmującej, choć nieco niezorganizowanej postaci? Nie daj się zwieść! Cynizm, bezwzględność i brak etyki Milusia są większe, niż Cyngla. Miluś po prostu ich nie okazuje.

Znasz to skądś?

Milusi i Cyngli spotkasz w różnych branżach, od handlu przez edukację i pomoc dzieciom po administrację. W małych firemkach, w małych firemkach udających wielkie korporacje i w wielkich korporacjach. To, jak nazywają się ich formalne stanowiska w strukturze nie ma żadnego znaczenia. Przeważnie obaj są wspólnikami, albo Miluś jest formalnym szefem, ale to też nie jest istotne. Cokolwiek mieliby na wizytówkach, zawsze świetnie się uzupełniają. Słowo “świetnie” nie dotyczy oczywiście kontrahenta.

Ten model zarządzania i prowadzenia interesów obserwuję tak często, że zacząłem się zastanawiać: czy tylko ja spotykam firmy “Miluś & Cyngiel”? Nie sądzę, bo znane mi organizacje kierowane tą metodą zazwyczaj mają wielu kontrahentów. Najciekawsze jest bowiem to, że model oparty o tak jaskrawą manipulację wciąż znajduje kolejnych klientów, których Miluś oczaruje obietnicą złotych gór, a Cyngiel brutalnie sprowadzi na ziemię. O zjawisku sekty (lub quasi-sekty) już wspomniałem.

Czy ty też spotykasz swoim życiu Milusi i Cyngli (oczywiście zawsze w duecie)?

Jerzy Rzędowski

← Previous post

Next post →

1 Comment

  1. amichal

    Ciekawa opowieść, choć ja w mojej pracy nie zauważam takich Milusi & Cyngiel. W mojej branży działa się na zaufaniu i tego typu występki spowodowałyby raczej popsucie dobrych relacji.
    A jeżeli już ma się do czynienia z takimi ludźmi, to najlepiej spotkać się z nimi wszystkimi – niestety – może to być ciężkie, ale tylko tak można rozwiązać problem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *