Wpis znajomej na FB sprowokował mnie do wspomnień… Lata temu w moim rodzinnym mieście nakręcono film. Cytując recenzentów – “plejada polskich aktorów”. Śmieszne urywki dialogów krążą do dziś. Pół Piotrkowa poszło do (jedynego w mieście) kina “Hawana”, aby rozpoznać znane miejsca i znajomych statystów. A jednak wbrew temu, co zapamiętali widzowie, to nie była komedyjka z życia wyższych sfer, jedna z wielu produkcji kręconych w Piotrkowie Trybunalskim.

“Uprowadzenie Agaty” Marka Piwowskiego ma prostą fabułę. Wielka miłość dwojga młodych ludzi, mezalians XX wieku. Ona – piękna córka znanego polityka. On – “Cygan” z ciemną przeszłością. Wpływowi rodzice zrobią wszystko, aby związek ten uniemożliwić. Ponieważ nie zachęcam do oglądania dla rozrywki, zdradzę zakończenie: “Cygan” zostaje zastrzelony. W tle Polska lat 90. z brukowych gazet: skorumpowani policjanci, skorumpowani politycy, wielka bieda tuż obok nowobogactwa.

Ale ta fabuła nie wzięła się znikąd. Film powstał w bardzo konkretnej sytuacji i bardzo konkretnym celu. Był zwykłą medialną pałą służącą do przywalenia konkretnemu człowiekowi: wicemarszałkowi sejmu Andrzejowi Kernowi. Faktycznie był politykiem. Faktycznie miał córkę. Na tym kończą się fakty, a zaczyna gigantyczna manipulacja.

Piwowski zrobił swój film w ciągu kilkudziesięciu (!!!) dni 1993 roku. Na liście płac zgromadził takie nazwiska, jak Jerzy Stuhr, Pola Raksa czy Janusz Rewiński. Cezary Pazura, rozsławiony w poprzednim roku rolą w “Psach” zagrał policjanta. Nawet Mann i Materna się pojawili! Byłbym w stanie nawet uwierzyć, że większość z nich miała czyste intencje, wiedząc o sprawie tyle, co napisały gazety. Czy to jest usprawiedliwienie?

W filmie miłość “Cygana” i Agaty rozkwitła nagle, po przypadkowym spotkaniu. W życiu – to spotkanie było częścią świetnie zaplanowanej prowokacji. W filmie gośćmi weselnymi byli bezdomni. W życiu – śmietanka towarzyska Łodzi i nie tylko (gościem honorowym był jerzy urban).

Nawet prawdziwe słowa marszałka Kerna – wyraz jego bezsilności i rozpaczy – w filmie włożono w usta Jerzego Stuhra jako dowód zepsucia i cynizmu granej przez niego postaci.

Najbardziej obrzydliwe jest jednak na końcu: w filmie “Cygan” ginie, a polityk (faktyczny zleceniodawca mordu) ma się dobrze. W życiu to pierwowzór “Cygana” ma się dobrze, a pierwowzór ojca Agaty przypłacił całą historię polityczną śmiercią. O co zresztą chyba chodziło autorom całej afery.

“Uprowadzenie Agaty” powinno być pokazywane studentom. Nie jako przykład wybitnego filmu, bo nim absolutnie nie jest. Stachanowskie tempo produkcji filmu mści się w każdym jego aspekcie. Należy go pokazywać jako przykład manipulacji i wykorzystania ludzi kultury w kampanii nienawiści. Dziś to słowo się wytarło, “hejtem” jest nazywana zarówno wulgarna odzywka w internecie, jak i zwykła krytyka. To, co zrobiono Andrzejowi Kernowi to była jednak nienawiść, nie mam wątpliwości.

Ale czy naprawdę jest to kazus tylko sprzed 20 lat? Kto tu został uprowadzony: Agata czy tłumy ludzi do dziś wierzących w historię opowiedzianą przez Piwowskiego?

I najważniejsze: czy taka medialna akcja nie mogłaby się powtórzyć dzisiaj?

Jerzy Rzędowski