Za górami, za lasami, w wypożyczalni samochodowej czeka na klientów pięć pojazdów. Ceny wypożyczenia wysokie (choć gdy się płaci kartą, to nie czuć tego od razu), więc każdy pojazd ma od razu kierowcę. Co jest do dyspozycji?

Pojazd nr 1: stara syrenka, wstydliwie pomijana w eleganckich kolorowych katalogach. Kierowca zachwala, że 100% polskiej konstrukcji (nie dodaje, że wiele podzespołów przemontowano z innych modeli, bo oryginalnych od dawna się nie produkuje). Może trochę rozprasza wzrok różaniec dyndający z lusterka, może wkurza disco polo ze starego radia. Czasem zgrzyta skrzynia biegów, a kierowca bywa spocony. Ale – jeździ. O dziwo się nie psuje i nadspodziewanie dobrze pokonuje zakręty. Nawet pali mniej, niż wszyscy myśleli. Prasa motoryzacyjna twierdzi jednak, że to obciach jeździć takim gratem, a ekolodzy – że spaliny nie trzymają norm.

Samochód nr 2? Fajne auto! Na pierwszy rzut oka – łaaał, co za linia, co za kolor, co za tapicerka! Ale jak przyjrzysz się z bliska, to pod lakierem masa szpachli, tapicerka popsikana perfumami, żeby ukryć zapach jointów, a chromowane zderzaki okazują się naklejonymi sreberkami po zagranicznej czekoladzie. Trzyma się na taśmie klejącej, cały czas coś się psuje (choć kierowca twierdzi, że jak się podgłośni radio, to zgrzytów prawie nie słychać, a poza tym kierowca syrenki jest głupi). Można byłoby rzec, że Niemiec się cieszył, jak sprzedawał, ale to też nie do końca prawda: pierwszy lepszy policjant odkryje, że nie dość, że auto kradzione, to jeszcze numery przebite bardzo nieudolnie.

Pojazd nr 3: na pierwszy rzut oka jeszcze większe “łaaał” niż przy numerze 2. Kolorowy, krzykliwy albo nawet kiczowaty (kwestia gustu). Z tyłu ma przypięty rower – zawsze można się zatrzymać i popedałować gdzieś radośnie i ekologicznie. Pod nowoczesną karoserią zamontowano podrdzewiałe zawieszenie od moskwicza, ale jest jeszcze większy problem: pojazd nr 3 to przyczepa. Sama nie pojedzie. Musi ją coś ciągnąć, a to powoduje, że cały zestaw jest niestabilny. W dodatku po co dopłacać za przyczepę, skoro samochody oferują porównywalne bagażniki?

Pojazd nr 4: składak. Połowa podzespołów jest ze starego poloneza po kilku stłuczkach i z przekręconym licznikiem. Druga połowa z czegoś, co miało być Ferrari, ale że konstruktor był artystą, a nie inżynierem, to okazało się, że nie ruszy. Aby oba samochody nie trafiły na złom (jeden – bo zużyty, drugi – bo bezużyteczny) postanowiono sklecić z nich tę dziwną hybrydę i sprzedać klientom jako coś nowego. Wygląda może świeżo, ale  nigdzie sama nie pojedzie. Nadaje się tylko na przyczepę, więc powtarza się kazus pojazdu nr 3: po co dopłacać za coś, co jest tylko dodatkowym balastem dla holującego?

Pojazd nr 5: samochód-widmo. Nigdy nie wyjechał na drogę, bo albo przegląd był nieważny, albo kierowca zapomniał dolać benzyny. Na hol też nie weźmiesz, bo zaczep do niczego nie pasuje. Nieudolność w zarządzaniu własnym pojazdem nie hamuje kierowcy przed zarządzaniem całą motoryzacją. Krytykuje każde inne auto, auto-krytycyzm ma jednak usunięty, jak filtr DPF w swoim dieslu. Jeśli zaczniesz się niecierpliwić, że zamiast włączyć się do ruchu rozprawia, jak ten ruch powinien wyglądać, to nakrzyczy na ciebie, że jesteś “jednym z kretynów, którzy wolą jeździć szmelcami prowadzonymi przez tamtych złodziei”. A potem okazuje się, że prawo jazdy zabrano mu rok temu za jazdę bez pasów i ubezpieczenia, więc i tak nigdzie byście nie pojechali.

Są jeszcze jakieś wynalazki klecone w garażach, ale one nie wyjadą poza plac manewrowy.

Podsumowując, drodzy goście wypożyczalni – miłego wybierania.

Jerzy Rzędowski

(11.09.2019)