[Nowy Jork, siedziba ONZ. Szczyt przywódców głównych państw świata. ]

– Kolejny punkt naszego spotkania, panie i panowie, to kwestia klimatu. Jak na każdym posiedzeniu, niestety… – westchnęła Lucy Natas, sekretarz generalna ONZ.
– Ta mała z Vikinglandu mnie wkurza – warknął Ronald Dump, prezydent Atlantii. – Nie powiem, pomysł ze zrobieniem z rozkapryszonej nastolatki pieprzonego guru ekologii był marketingowym strzałem w dziesiątkę. Ale wrzuć na luz, Lucy, bo inaczej media dostaną z Langley przesyłkę z aktami rodziców smarkuli. Uwierz mi, jest co czytać.
Natas pojednawczo podniosła dłonie.
– Spokojnie, Ron. Może faktycznie przegięliśmy, ale sprawa jest ważna. Przejadamy złoża ropy naftowej, pompujemy dwutlenek węgla do atmosfery…
– …ludzie chorują i umierają… – wtrącił papież Antonio.

– W dupie mam ludzi. Ty zresztą też. – zezłościła się Natas, choć wbrew pozorom oboje bardzo się przyjaźnili. – Po prostu gospodarka nam wysiądzie. Pracowników zastąpimy sztuczną inteligencją i robotami, ale bez paliwa i z zatrutym środowiskiem nasze dochody spadną.
– Allah nie pozwoli zginąć swoim wyznawcom. – spokojnie powiedział Abdullah, władca Sułtanatu Beduinów i cichy udziałowiec połowy bliskowschodniej ropy.
– I tak będziecie musieli się przerzucić na panele słoneczne i wiatraki. – uśmiechnął się Mosze Milkman. Zanim został premierem Judei, z upodobaniem bombardował beduińskie rafinerie jako pilot wojskowy.
– Skąd wiesz, że tego nie robimy?
– Skąd wiesz, że tego nie wiemy? – Milkman uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Stop, panowie, stop. Nie chcemy tu wojny religijnej. – odezwała się germańska premier Margot Hertel, poprawiając złożoną z palców piramidkę.
– Chodzi o to, że ciągle wpływ człowieka na środowisko budzi kontrowersje. Ciągle ktoś wysuwa wątpliwości, czy to na pewno przemysł i transport trują najbardziej. – kontynuowała Natas.
– Bo to prawda. Więcej wydostaje się z tyłków naszych pieprzonych krów. – kiwnął głową Dump.
– Dlatego musimy się przekonać, jak jest. A nie przekonamy się bez eksperymentu.
– Na czym miałby polegać?
– Wstrzymajmy na kilka tygodni, może kilka miesięcy przemysł i transport prawie do zera. Samoloty uziemione, fabryki zamknięte. Ludzie siedzą w domach i czekają na dalsze instrukcje.
– To jakieś cholerne szaleństwo! Amerykanie mają nie jeść? – krzyknął Dump.
– Dostawy żywności utrzymane w podstawowym zakresie, to nie powinno zniekształcić wyników eksperymentu. Poza tym żywność będzie potrzebna zawsze, nawet ekolodzy temu nie zaprzeczą.
– Właśnie, wstrzymanie dostaw żywności byłoby bez sensu. Zresztą niemożliwe, chyba… chyba żeby wytruć całą ludzkość. – Hertel zawiesiła głos i spojrzała na Natas. – Nie o to chodzi, prawda Lucy? Lucy…?

– Ale jak zatrzymać ludzi w domach? – dopytywał książę Kamil, następca tronu w Zjednoczonej Monarchii Exitu. – Kolejna wojna pod wymyślonym pretekstem? Pretekst może być fikcyjny, ale wojna rozkręci się naprawdę.
– Odpieprz się, OK? – żachnął się Dump. – To był mój pieprzony poprzednik, a nie ja, i już straciliśmy na tym wystarczająco dużo pieprzonych dolarów, żeby nie wejść drugi raz w to samo gówno.
– Luz, Ron, nie bierz tego osobiście. Wszyscy wiemy, że musisz gdzieś ćwiczyć tę swoją największą armię na świecie.

Siedzący z boku Władymir, car Moskowii, lekko się uśmiechnął.
– Tisze jediesz, dalsze budiesz. Nie trzeba wielu ofiar, żeby się ludzie ciebie bali.
– Władymir, o czym ty mówisz?
– U nas w Moskowii ludzi mnogo. Ale wystarczyło, że w dwóch miejscach zwerbowaliśmy pożytecznych idiotów z kaukaskiej opozycji. Kazaliśmy im zrobić atak terrorystyczny. Do samego końca, zanim chłopcy z FSB nie odstrzelili im łbów, myśleli że robią to dla Allaha, a nie dla Kremla. To wystarczyło, żeby ludzie sami chcieli silnej władzy, która da im bezpieczeństwo. Do dzisiaj nawet w słabych miesiącach mam 60% poparcia.
– Nie przejdzie – potrząsnął grzywą Dump. – Raz zastosowaliśmy ten numer i faktycznie, wyszło cholernie wiarygodnie. Przy niecałych trzech tysiącach ofiar nasz rząd wziął sobie uprawnienia do inwigilacji jakiej nie widział świat. Możemy zajrzeć każdemu obywatelowi Atlantii do jego pieprzonej dupy. Ale drugi raz się nie uda. I tak mamy cały internet teorii spiskowych. Cały poza porno, ale na tym chociaż da się zarobić.

– To może nie wojna, nie terroryści, ale pandemia? – zaproponował Wu Han, przywódca Mandżurii.

– Pandemia? Jak w tym filmie?
– Wystarczy grypa. Możemy zacząć nawet u nas, żebyście zdążyli zrobić medialne przygotowanie. Przy okazji przetestujemy kilka nowych projektów naszych naukowców.
– Przecież grypa jest co roku, a nawet częściej. Sam miałem grypę ostatnio.
– Ale to nie byłaby zwykła grypa, tylko taka grypa medalistka. Widoczna z kosmosu jak nasz Wielki Mur.
– Jak ebola? – dopytywał Abdullah.
– Ebola jest tak straszna, że nikt w nią nie wierzył. – skrzywił się Wu Han. – Poza tym jakbyśmy ją naprawdę wywołali na całym świecie, to wymknęłaby się spod kontroli. Ale były plusy. Ludzie się przestraszyli i łyknęli ograniczenia, a jeszcze do tego farmacja zwiększyła obroty. Nie muszę mówić, jaki to ma wpływ na nasze gospodarki. Tylko że to nie rozwiązałoby naszego problemu, nawet gdyby powtórzyć numer z ebolą.

– Więc co niby miałaby robić ta twoja mastergrypa?
– Tego właśnie nikt nie wie, i to jest w niej najgorsze. To znaczy najlepsze. Może będziesz mieć kaszel, może gorączkę, ale taką lekką, jak miewa każdy. A może umrzesz nie mogąc oddychać. A może przejdziesz ją bezobjawowo. Nigdy nie będziesz mieć pewności.
– Noo, dobre!
– Mów dalej…
– Oczywiście jakieś ogniska muszą być, ludzie muszą zobaczyć w telewizji trupy albo chociaż trumny. Trumny nawet lepsze, bo nie wiadomo, jak wygląda zawartość. Dużo trumien, całe ciężarówki. Ale lokalnie. Mandżuria jest świetnym miejscem, do tego jeszcze jakiś mały, ale popularny turystycznie uroczy zakątek. Na przykład Szwajcaria…
– Albo moja Latinia. – wtrącił premier Cosanostra, odrywając się na chwilę od sałatki. – Mielibyśmy pretekst, żeby zablokować napływ migrantów.
– Hmm, podoba mi się. – ożywiła się premier Hertel. – A ludziom sprzeda się szczepionkę. Znam dobrych specjalistów od badań, wcześniej pracowali w przemyśle motoryzacyjnym, a chwilowo są bez pracy. Podkręcą badania kliniczne, jak będzie trzeba.
– Nie, nie. Żadnych szczepionek, przynajmniej na początku. – zaprotestowała sekretarz ONZ. – Próbowaliśmy już ratować nasz program depopulacyjny finansując pod obcą flagą ruchy antyszczepionkowe w Europie, nawet pojawiła się obiecująca epidemia odry na Ukrainie. Ale zatrzymała się na Polsce. Ludzie nie są aż tacy głupi, nawet jeśli im się podsuwa teorie spiskowe. To musi być coś, na co nie ma szczepionki. Po prostu, nie chcesz tego złapać, to zero kontaktu, zero aktywności. Zatrzymujemy świat i patrzymy, jak planeta się odnawia. Dobrze rozumiem, panie Wu?
Mandżur kiwnął głową.
Zebrani przez chwilę milczeli.

– Demokratyczna Republika Wschodniej Azji jest gotowa wziąć udział w takiej operacji, pod warunkiem zwiększenia dostaw żywności za pośrednictwem krajów trzecich. – włączył się dyktator Kim Sal In. Jako jedyny brał udział w posiedzeniach przez chronione łącze satelitarne, bo oficjalnie był w stanie wojny z większością obecnych. Jego pucołowata twarz była widoczna w dużym monitorze. – Nowy mercedes też by mi się przydał. – dodał, patrząc na Hertel.
– Zjednoczona Monarchia Exitu również się przyłączy, jeśli tylko nic nie będziemy musieli robić – powiedział książę Kamil, dolewając sobie whisky.
– Nie, to nie przejdzie. Fajny pomysł, ale nie przejdzie. Ludzie to idioci, ale nie aż tacy. – pokręcił głową galijski prezydent Filon.
– Trochę pieprzonego pozytywnego myślenia, Geronto. – przerwał mu Dump. – Pandemia brzmi lepiej, niż inwazja. I mniej kosztuje.
– Jaką fejkową epidemię możesz rozkręcić? – Filon odwrócił się do Dumpa. – Jak dużą? Dziesięć tysięcy? Sto tysięcy? Ile ofiar, żeby ludzie się nie wkurzyli i nie pogonili swoich rządów za nieudolność? Jesteśmy w stanie wmówić objawy pięciuset milionom? Bo tyle miała hiszpanka, a przypominam, że wtedy jeszcze doszła I wojna światowa i śmiertelność w ogóle była większa.

– Można “zarazić” celebrytów. – książę Kamil pokazał cudzysłów robiąc zajączki palcami. – Nie muszą umierać, ale jakby tak paru ogłosiło w Internecie, że są chorzy? Ktoś z showbiznesu, ktoś z wielkich spółek, dalajlama, ktoś od nas nawet. Ja tam chętnie pójdę na urlop.
Natas parsknęła.
– Celebrytów? Na AIDS umarł Freddie Mercury, a i tak ludzie nadal uprawiają seks bez zabezpieczenia. Wiesz, ile wtopili producenci kondomów w lokowanie AIDS w filmach z Hollywood? Cały nasz program depopulacji Afryki wziął w łeb, bo papież powiedział, że prezerwatywa to grzech.
– To był wypadek przy pracy – machnął ręką papież Antonio. – Nieudane negocjacje. Wasi chcieli za mało dać, mój poprzednik chciał za dużo dostać. Jego sekretarz nie umiał się targować. Stało się. Ale teraz się dogadamy. Jeszcze odwołam wszystkie nabożeństwa na świecie i każę bić w dzwony. Caramba, sam zachoruję, jeśli będzie trzeba!
– O, na pewno. Zwłaszcza, że teraz położyliśmy na stole ujawnienie prawdziwych rozmiarów waszych skandali seksualnych. – warknęła Natas
– Na twoim miejscu, córko, nie mówiłbym o skandalach seksualnych. – pogroził palcem Antonio.

– Czyli – przerwała kłótnię Hertel – to ma być taka lekka grypka, tak? Bez wrzodów, rzygania krwią i tak dalej?
– Zgadza się – przytaknął Wu Han – ale aż takich objawów nie potrzebujemy. Jeśli dobrze rozumiem, pani sekretarz generalna, chodzi o to, żeby zwolnić do prawie zera przemysł, transport, w tym lotniczy. Ten islandzki wulkan 10 lat temu trafił się idealnie, ale nie mieliśmy gotowego programu badań, a poza tym to było tylko lotnictwo. Samochody jeździły dwa razy więcej, żeby utrzymać dostawy.
– Więc?
– Więc wystarczy, że ludzie po prostu będą się bali wyjść z domu, ale z drugiej strony dostaną jasny przekaz, że to się niedługo skończy, jak się teraz postarają. Nie potrzebujemy zamieszek w centrach handlowych, bo się ludziom żarcie pokończyło. Prosty przekaz: siedź na tyłku. Nie da się tego zepsuć. I nie na zawsze, to nie zima nuklearna. Dwa tygodnie, miesiąc. Jak trzeba, to się przedłuży o kolejne dwa tygodnie. Żeby zagrożenie nie spowszedniało. Zwiększcie przepustowość Internetu, załatwcie ludziom zniżki na Netflixa i jakoś przetrwacie – dodał Wu Han kpiąco.
– No, a jak będziemy mieli wystarczająco dużo danych, to się pandemię zakończy. Wspólnym i wytężonym wysiłkiem całej ludzkiej społeczności udało nam się pokonać chorobę i zyskać nadzieję na lepsze jutro. Ty, Kim, możesz powiedzieć swoim, że jak zwykle wygrał socjalizm. – Lucy Natas spojrzała w monitor.
– O to się nie nie martw, znamy się na tym.
– A jak ktoś nie będzie chciał siedzieć w kwarantannie to każesz go zastrzelić! – roześmiał się książę Kamil. Spoważniał, widząc nieruchome oczy Kim Sal Ina.

– A potem gospodarka znowu ruszy z kopyta, ludzie znowu zaczną kupować. Genialne! – klasnęła koniuszkami palców Hertel.
– I znowu zaczną smrodzić. – skrzywił się Antonio.
– O ile to robi Ziemi jakąś pieprzoną różnicę .- żachnął się Dump.
– Ale będziemy mieli dane. Łatwiej przekonać ludzi do zmian, jeśli pokażemy że są nie tylko potrzebne, ale też skuteczne. – tłumaczyła mu cierpliwie germańska premier.
– “W co lud ciemny bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mieli dowodami obalić” – mruknął car Władymir. – To Nietzsche, wasz filozof, frau Hertel.
– Ludzie to jedno. Ale przemysł będzie musiał zainwestować w czystsze technologie, bo jak zarządzimy następną pandemię, to ich dobijemy. Oczywiście tego nie zrobimy, bo z podatków z gospodarki żyjemy, ale ważne, że się wystraszą. A zarządy firm też będą miały argument dla akcjonariuszy.
– Czyli postanowione, tak? – Wu Han popatrzył po twarzach obecnych. Kiwali w milczeniu głowami.
– OK, w takim razie w przyszłym tygodniu odpalamy akcję “Grypa medalistka”. Przygotujcie sobie odpowiednie procedury i jakieś wygodne rezydencje na okres kwarantanny.
– A do tego ciężarówki, trumny i dużo staruszków z obciążającymi chorobami… – powiedział do siebie Cosanostra.

(c) Jerzy Rzędowski, marzec 2020